|
stracić jest łatwo - odzyskać mnie - bardzo ciężko...
1 kwiecień 2008 cudownie jest zacząć nowy miesiąc z nowym zapasem energii, z przemyśleniami i postanowieniami, pełna siły, wiary i nadziei - wreszcie!!! Wreszcie zaczynam żyć po swojemu... okazuje się, że wystarczy tylko chcieć - a wszystko jest do zrobienia. zauważam coraz więcej plusów z pisania bloga, można opowiedzieć swoją historię, można podzielić się swoimi uczuciami, troskami i marzeniami... 2 kwiecień 2008 parking, kobieta z 4-letnim dzieckiem idzie chodnikiem, ze stojanki wyjeżdża piękne terenowe auto mercedes, z przyciemnianymi szybami, czarne, lśniące... pisk opon... o mały włos a stałoby się nieszczęście... kobieta upada na ziemię przygniatając swoim ciałem dziecko... z auta wyskakuje mężczyzna, podbiega do kobiety, pomaga jej wstać, mówiąc "czy nic się pani nie stało??" podnosi ją, ona bierze dziecko na ręce, patrzy na niego, on na nią... chwila trwa wiecznie... ona przestraszona i skołowana... on nie wie co zrobić, patrzy jej w oczy i mówi "witaj..." ona zamyka oczy i tylko rozkoszuje się jego zapachem, dziecko płacze, ona nie słyszy, on patrzy na nią i zaczyna zadawać sensowne pytania: "na pewno ci nic nie jest", "może cię zawiozę do lekarza"... Ona zaprzecza, mówi, że sobie poradzi, dziękuje za podanie ręki, a właściwie od kiedy są na "ty"?? Ona mówi, że musi już iść, żegna się i odchodzi... on zdążył tylko powiedzieć "jak masz na imię??" Nie odpowiedziała, ale spojrzała za siebie... i usłyszała "całe życie czekałem na taki znak, a ty odchodzisz..."
Chciałabym poznać jego imię... nic więcej... tylko imię...
8 kwiecień 2008 jestem brzydka, gruba i nikt mnie nie kocha ;(
9 kwiecień 2008 nie jest aż tak źle.... a jednak ktoś mnie kocha :*
10 kwiecień 2008 piękna pogoda.... na wycieczki :) chyba muszę się gdzieś wybrać, połazić, odetchnąć od codzienności....
15 kwiecień 2008
ciężko rozmawiać o przyszłości, kiedy dwie strony mają różne wyobrażenie o tym jak ona ma wyglądać... niby cele wspólne, lecz obaw więcej niż chęci i sił... czy to ma jakiś sens?? czy jest o co walczyć?? cóż z tego, że piękno i czar chwili zjednoczenia przyćmiewa istnienie świata, kiedy boimy się sprawdzić czy chwila ta może trwać... czyżbyśmy bali się, że piękno i czar chwili może prysnąć gdy chwila zamieni się w czas trwania...?? czy rozważania o możliwych rozwiązaniach, planach nie powinny zawierać choć odrobinkę marzeń, nadziei oraz wiary w powodzenie?? czego właściwie my chcemy od życia, od siebie nawzajem i od siebie samego?? człowiek czuje się w jakimś stopniu odpowiedzialny za siebie, za swoje czyny i skutki z tym związane, stara się wykazać, że jest lepszym człowiekiem niż inni o nim sądzą, tymczasem oferując połowiczne rozwiązania, nie do końca chyba przemyślane, nie oferuje właściwie niczego. na myśl przychodzi mi przykład mojego kolegi i sytuacja sprzed kilku dni... małe dziecko kolegi późnym wieczorem ma bardzo wysoką gorączkę, co ma zrobić kolega?? pytanie banalne aczkolwiek nie do końca. Jego chore i cierpiące dziecko mieszka z mocno przerażoną w danej sytuacji jego matką i innym mężczyzną. co wtedy?? co powinien albo co zrobi kolega?? martwi się pewnie bardziej o swoje dziecko niż matka, która całą noc tkwi przy jego łóżku, ale co zrobi?? Będzie siedział przy łóżku dziecka razem z jego mamą, dbał o maleństwo a jednocześnie uspakajał jego mamę?? A co z tym drugim mężczyzną?? podadzą sobie rękę w progu a kiedy gorączka dziecka spadnie, wypiją w spokoju piwo oglądając mecz?? a może pobiją się w progu?? czy mój kolega nie ma prawa do tego by być z tym dzieckiem kiedy go potrzebuje?? czy ten drugi mężczyzna nie ma prawa być z dzieckiem w takiej chwili skoro na co dzień opiekuje się nim jak swoim?? kto podtrzyma dziecko przy jego pierwszych krokach?? kto nauczy jeździć na rowerze?? podział tygodnia na dni dla "taty" i dni dla "drugiego taty" ?? a co z matką dziecka?? czy ona ma coś do powiedzenia w tym zagmatwanym temacie?? powiecie: "oczywiście". ja zadam pytanie, czego chce ta kobieta?? kocha mojego kolegę, ale czy chce z nim być?? czy chce postawić wszystko na jedną kartę, dostając połowiczne propozycje od mojego kolegi, pamiętając przy tym, że nie raz zawiodła się na nim w błahych kwestiach a co jeżeli zawiedzie się w codziennym życiu? ile razy można zmieniać scenariusz życia?? nanosić poprawki, robić zmiany, ulepszać?? czy ten film nakręcony na podstawie tak zmiennego scenariusza ma tak zwany happy end?? jak wyglądało ich życie przed narodzeniem się maleństwa? kolega żonaty, mieszkający z żoną i dzieckiem... ich małżeństwo to fikcja, zbiór udawanych pozorów... on nie kocha żony, jest z nią z "przyzwyczajenia", "dla wygody", "z lenistwa" - sama nie wiem, muszę się zapytać. jego kochanka, którą niewątpliwie kochał, kocha (?) mieszka z mężem i z dzieckiem... jak było kiedy ich ziarenko miłości kiełkowało w jej łonie?? co czuł mój kolega?? nie chciał przy niej być kiedy rano wymiotuje, idzie na usg i płacze z radości, smuci się z byle czego, albo cieszy się na widok białej chmurki na niebie... itp czy nie chciał rano budzić się i przed wyjściem do pracy całować okrągłego brzuszka... czy nie martwił się kiedy ona się źle czuła?? czy nie chciał być przy narodzinach swojego dziecka?? brać udział w wyborze imienia... nie mówiąc już o prawnym nadaniu nazwiska... ciekawa jestem co mężczyźni odczuwają w takich chwilach... co czuła ta kobieta?? jak radziła sobie bez jego wsparcia?? u boku męża, który świadomy sytuacji trwał w lepszych lub gorszych sytuacyjnych momentach.... co czuła, kiedy poczuła pierwsze ruchy dziecka w brzuszku, nie mogąc obudzić kolegi o 5 rano by mu pokazać ten cud natury?? Zapewne nawet nie mogła zadzwonić do niego by mu o tym opowiedzieć... z całego serca współczuję mojemu koledze... życzę mu odwagi w podejmowaniu decyzji, zaparcia w realizacji planów i tego bajkowego happy endu... :) Moje poniekąd retoryczne pytania dają odpowiedź na jedno ważne pytanie "jak to ma wyglądać" mam nadzieję, że jako kobieta przybliżyłam choć odrobinkę właściwe rozwiązania do twoich przemyśleń, do waszych rozważań, do dyskusji i ustaleń... jedna rada z mojej strony - nie bójcie się podejmować właściwych decyzji i pamiętajcie, że połowiczne rozwiązania nie niosą nic dobrego ani dla was ani dla waszego maleńkiego szczęścia...
dzisiaj kiedy spacerowałam wąwozem w ojcowie zastanawiałam się nad wieloma moimi problemami, nad pytaniami, które sobie często zadaję i panicznie szukam na nie odpowiedzi. nad sensem mojego życia. nad tym jak ja bym się zachowała na miejscu tej kobiety, czego bym oczekiwała od ojca tego nienarodzonego lub nowonarodzonego dziecka. zastanawiałam się nad miłością. co to jest miłość? czy ona jest czy jej nie ma... czy już nikt oprócz mnie na tym świecie nie wierzy w prawdziwą miłość?? kocham!!! tego jestem pewna. z każdym dniem coraz bardziej. tylko po co?? skoro miłość przynosi mi tylko cierpienie i ból, skoro nie mogę jej czuć na co dzień, rano kiedy robię drugiej osobie kawę, po obiedzie myjąc naczynia, na spacerze trzymając za rękę ukochaną osobę, czy też co noc zapominając w ramionach ukochanego, że świat wokół mnie istnieje...?? dlaczego nie dane mi jest budzić się i zasypiać u boku osoby, z którą chciałabym dzielić każdą minutę życia, każdy smutek i każdą radość, zainteresowania, przyjemności i problemy...
no cóż - widocznie nie dla mnie ten scenariusz z happy endem... pozostaje mi tylko wierzyć, że na tyle będę w stanie zmienić dla mnie przeznaczony scenariusz życia by jak najmniej mnie życie raniło a jak najwięcej cieszyło.... i wciąż pozostaję w marzeniu bym dotrwała chwili gdy usłyszę za plecami piosenkę oddziału zamkniętego "zabiorę cię właśnie tam", a ty patrząc mi w oczy i nic nie mówiąc weźmiesz mnie za rękę i zrobisz pierwszy krok... we wspólnym tańcu życia... 23:56 16 kwiecień 2008 rozmowy - przemyślenia - przemyślenia - rozmowy - szukanie rozwiązań dla nas najlepszych...
17 kwiecień 2008 za kilka dni moje urodziny... mam tylko jedno marzenie... 21 kwiecień 2008 dziś moje urodzinki :) skończyłam 31 lat i gdyby nie doświadczenia życiowe to czuję się na 19 :) mam wspaniałego przyjaciela - mojego męża, cudowną córeczkę, kochających rodziców, psiaki i mężczyznę, którego bardzo kocham. mam tylko jedno urodzinowe życzenie, które się nie spełni... życie jednak nauczyło mnie nie jednego, wiara i nadzieja, które mi towarzyszą, pomogą mi przetrwać chwile złe, a tymczasem mam mocne postanowienie urodzinowe - od dzisiaj zaczynam się cieszyć życiem :)
25 kwiecień 2008
"sex na plaży" - ciekawe kto wymyślił
taką nazwę dla drinka?? czy to była kobieta czy mężczyzna?? a może
to byłam ja w jakimś wcześniejszym wcieleniu?? :) piękny dzień,
cieplutko, miło, radośnie, plażynka i zimna woda... taki mały mój
prywatny raj na ziemi...
piasek we włosach, piasek za paznokciami, piasek w.... wszędzie :) -
piękne, nagie, opalone ciałko :) 23:22
|
styczeń
"zabiorę cię właśnie tam" - oddział zamknięty Zabiorę Cię
właśnie tam gdzie jutra słodki smak |
|
|
|
|
|
|
|
|